Próbowała.
Chciała udowodnić prawdziwość swoich słów?
Chciała.
Nie uwierzono jej?
Nie uwierzono.
Więc nic tu po niej.
Zabrała z pokoju walizkę, z której nie zdążyła jeszcze nic wypakować i szybko opuściła ten budynek. W oddali zobaczyła nadjeżdżający miejski autobus, więc podbiegła na przystanek, by za moment znaleźć się w stosunkowo ciepłym wnętrzu pojazdu. Zajęła jedno z ostatnich miejsc i wyjęła z torebki słuchawki. Podpięła je do telefonu i starała chociaż trochę się uspokoić. Cholera jasna, co to za kobieta. Jak ona śmie nazywać się czyjąś matką.
Za kilka minut podszedł do niej pan w średnim wieku w celu skontrolowania jej biletu. Bez ogródek pokazała mu go, na co on uśmiechnął się lekko i zniknął za jej plecami.
"Nawet pospolity kanar deklasuje moją rodzicielkę", prychnęła.
Po jakimś czasie jej podróż po polskich drogach dobiegła końca. Wysiadła dość niezgrabnie i skierowała się w stronę lotniska ciągnąc za sobą bagaż.
Najpierw udała się na kontrolę, potem już jakoś poszło. Musiała przyznać, że nawet sprawnie. Wymuszając choć odrobinę pozytywny wyraz na swojej twarzy dotarła w końcu do samolotu. Umościła się na siedzeniu i ostatni raz spojrzała się za okno, właśnie wtedy, kiedy podrywali się w niebo. Miała dość tego miasta, tych ludzi, tego wszystkiego i chciała, żeby te "wakacje" trwały jak najdłużej.
Przykryła się cienkim sweterkiem i postanowiła trochę się zdrzemnąć, bo poprzedniej nocy krótko spała. Poza tym dzisiejszy dzień wykończył ją psychicznie. Włączyła cichutko muzykę i oddała się w ramiona Morfeusza.
_______________________
Kolejna historia, kolejny blog. Mam rozmach, kurdełke.
Jedynka powinna pojawić się na dniach.
Si ju lejter aligejter.
Świetnie się zaczyna :) Bardzo mnie zaciekawiłaś tym prologiem :)
OdpowiedzUsuńBędę czekać na następny :D
Pozdrawiam :**