czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział I

Wysiadła z busa i rozejrzała się wokoło. Biały puch okrywał każdy budynek i drogę, a do tego jego nowa porcja cała czas spadała z nieba. Z pomocą latarń ulicznych, który biły od siebie żółtawym światłem, okolica była nawet bardzo oświetlona, mimo braku jakiegokolwiek przebłysku słońca. Uśmiechnęła się lekko. Teraz odżyje, naładuje akumulatory, a potem będzie się martwić.
Wzięła swój bagaż od kierowcy i swoim tempem poszła na postój taksówek. Jakież było jej zdziwienie, kiedy nie zastała tam ani jednej. Zmrużyła jedno oko. Może po prostu jest później niż mi się wydaje? Wyjęła telefon w celu potwierdzenia tej informacji. Na ekranie blokady rzuciła jej się w oczy jedna rzecz- 24 grudnia 2014.

Cholera. Zapomniałam przez to wszystko.

Westchnęła cicho. Nic innego jej nie pozostało, jak tylko iść do wynajmowanego przez nią hotelu na piechotę. Podciągnęła wyżej komin i ruszyła przed siebie. Znała ulicę, mniej więcej wiedziała jak tam dojść.

Po około dziesięciu minutach drogi palce dłoni, mimo ochrony w postaci wełnianych rękawiczek, zaczęły jej odmarzać. Nosa już kompletnie nie czuła. Podejrzewała, że jest cały czerwony. Do tego opady śniegu nasilały się. Chciała schować się w jakimś przydrożnym sklepie i choć trochę się ogrzać, ale w każdym panowała ciemność i na drzwiach wisiała tabliczka z napisem "geschlossen". Nie miała więc innego wyjścia, niż podążać dalej i liczyć na no, że dotrze tam w jednym kawałku.
Przyspieszyła, bo wizja znalezienia się w ciepłym pokoju z kubkiem gorącej herbaty w ręku napędziła ją do walki. Usłyszała, jak jakiś samochód przejeżdża obok niej, co było rzadkością, bo tyle, ile ich zobaczyła dzisiejszego dnia w tym mieście, można było policzyć na palcach jednej ręki.

- Excuse me, do you need help?

Przestraszyła się trochę. Nie wiedziała, do kogo należy owy głos. Nie słyszała żadnych innych kroków, które sygnalizowałyby, że prócz niej zmaga się tutaj też z siłami przyrody ktoś inny.
Przystanęła i odwróciła się w prawo. Zobaczyła, że obok niej przystanęło białe auto, nie miała pojęcia jakiej marki- zawsze nie potrafiła ich rozpoznawać. Szyba kierowcy była opuszczona, dlatego widziała, że prowadził je młody facet, na oko w jej wieku, z jasno- blond czupryną oraz w żółtej kurtce. Na pierwszy rzut oka skądś go kojarzyła, no ale skąd? Nie miała przecież żadnych zagranicznych znajomości.

- Em...- zaczęła.
- Podwieźć cię gdzieś?

Spojrzała na chodnik, którym do tej pory szła. Nie wiedziała, ile jeszcze drogi przed nią, a już teraz było jej nie za ciekawie.

W końcu, co może jej zrobić taki chłopak? Wydaje się być miły. No a jakby na prawdę coś się działo, to ucieknie. Nie ma problemu.

- Jeśli możesz- uśmiechnęła się nieśmiało.

Blondyn wyszedł z pojazdu i schował jej walizkę w bagażniku. Sam otworzył jej drzwi obok niego, by mogła swobodnie wsiąść, co sam za chwilę uczynił.

- To gdzie?- spytał włączając silnik i strząsając ręką puch z włosów, na co kąciki ust kobiety powędrowały do góry.

Podała mu adres hotelu, na co on pokiwał głową z ośmielającym uśmiechem i przycisnął pedał gazu. Cały czas spędzili w ciszy, co jakiś czas tylko wymieniając się spojrzeniami. Kilka minut później mężczyzna zaparkował tuż przed wejściem do budynku. Jak uprzednio pomógł jej wyjść oraz wyjął pakunek.

- Odprowadzić cię?- w jego głosie dało się wyczuć nutkę nieśmiałości.
- Nie musisz, naprawdę- spojrzała się w jego tęczówki- Poza tym dziś wigilia, jedź do rodziny, spędź z nimi czas.

Brązowiutkie. Ładne, trzeba przyznać.

- Ja już po- nie wytrzymał zbyt długo kontaktu wzrokowego, uciekł oczami na bok.

Nawet niewykwalifikowana osoba zdałaby sobie sprawę, że coś jest nie tak, a co dopiero ona.

- To chodź w takim razie- uśmiechnęła się do niego zachęcająco.

Chłopak powtórzył gest i wziął w rękę rączkę walizki. Razem weszli do budynku, odebrali od recepcjonistki klucze, która z firmowym uśmiechem życzyła im wesołych świąt i windą pojechali na właściwe piętro. Brunetka otworzyła pokój i weszła ze swoim nowym znajomym do środka. Przy łóżku postawił on jej bagaż.

- Rozbierz się, zrobię coś ciepłego- powiedziała.

Przystał na tę propozycję. Sama podłączyła pełny czajnik do prądu i dokopała się do herbaty, wrzucając po jednej saszetce do hotelowych kubków. Kiedy woda zagotowała się, nalała ją do szklanek. Postawiła obie na stoliku, przy którym siedział od pewnego czasu młody facet.

- Dzięki- uśmiechnął się lekko oplatając palcami uchwyt naczynia.
- Możesz już pić, jest taka akurat- na potwierdzenie swoich słów umoczyła usta w cieczy.

Zrobił kilka łyków i odsunął kubek, ciągle jednak ostrożnie się z nim bawiąc.

- Więc... skąd przyjechałaś?
- Z Polski, na skoki narciarskie- uśmiechnęła się, co za chwilę on też uczynił- A ty? Mieszkasz gdzieś tutaj?
- Tak, całkiem niedaleko stąd. Co prawda z rodzicami, ale niedługo się przeprowadzam.
- Do innego miasta?
- Pewnie tak- skrzywił się nieznacznie.
- Nie powinnam pytać, bo znamy się od kilkunastu minut, ale chciałabym ci pomóc, jeśli tylko będziesz chciał. Nie bardzo chcesz opuszczać swojej miejscowości?
- Nic nie szkodzi, możesz pytać o co chcesz- uśmiechnął się i po chwili spuścił wzrok chcąc odpowiedzieć na pytanie- Tak więc... nie to, że boję się samodzielności i nie chcę wyjść spod spódnicy mamy, tylko... po prostu mi szkoda to wszystko zostawiać. Tutaj się urodziłem, wychowałem, zacząłem swoją przygodę ze sportem, ale gdzie indziej będę miał lepsze warunki żeby się rozwijać. Chcą mnie przyjąć do tamtejszego klubu, na uczelnię nie mam daleko, mieszkanie mam już na oku. Ktoś inny pewnie by się nie zastanawiał i brałby z miejsca taką okazję, ale ja... chyba zawsze muszę mieć jakieś wątpliwości.
- To nic złego, że się martwisz. Każdy, go planuje osiedlić się gdzie indziej, boi się, że coś pójdzie nie po jego myśli i sobie nie poradzi. Prawda jest taka, że jeżeli dobrowolnie zdecydowałeś się iść do przodu dla własnego dobra i bardzo pragniesz lepszego życia, to nic nie stanie ci na przeszkodzie, by osiągnąć cel. A nawet jeśli stanie, to poradzisz sobie. Nieważne, co by się działo- jesteś wystarczająco silny by temu podołać.

Uniósł lekko kącik ust wlepiając wzrok w kubek. Uśmiechnął się do siebie i wstał z siedzenia z zamiarem założenia na siebie kurtki i butów. Ubrał się sprawnie i podszedł do drzwi, kilka kroków od niego stanęła dziewczyna trzymając się za prawy łokieć.

- A tak w ogóle, jestem Karl. A ty?- spytał.
- Iga.

Uśmiechnął się.

- Dzięki, Iga- zamknął za sobą drzwi.

***

W pierwszy dzień tuż po świętach, Polka postanowiła wybrać się do jakiejś okolicznej knajpy na coś dobrego. Ubrała się ciepło, wzięła najpotrzebniejsze rzeczy i wyszła z hotelu. Szła prosto przed siebie, aż natrafiła na mała, skromną restauracyjkę opatuloną śniegiem. Przed wejściem tupnęła parę razy, by nie wnieść do środka zbyt dużej ilości białego puchu i przekroczyła próg budynku. Wybrała pierwszy lepszy dwuosobowy stolik i- uprzednio zdejmując palto- usiadła na krześle.  Zajęła się studiowaniem karty dań, która, dzięki Bogu, była przetłumaczona na język angielski. Po kilku minutach namysłów wybrała bulion z indyka z jakże popularnymi w tym kraju knedlami. Niedługo potem przyszła średniego wzrostu młoda dziewczyna w białej koszuli i burgundowej spódnicy, której złożyła zamówienie. Sama wyjęła później telefon i z nudów zmieniała kilkakrotnie tapetę i dłubała coś w ustawieniach. Jednym uchem usłyszała, jak drzwi otwierają się i do środka wchodzi zapewne kilku młodych mężczyzn żywo rozmawiających po niemiecku. I tak by nic z tego nie zrozumiała, więc nawet się w to nie wczuwała. Zajęli miejsca tuż obok niej. Kiedy otrzymała już swój obiad, mogła im się trochę poprzyglądać. Jeden facet od razu rzucił jej się w oczy. Jesus Christ, toć to Schlierenzauer we własnej osobie. A ten obok niego, z dość krótkimi blond włosami? Matko i córko, Hayboeck. Cholera.

Nie lamp się tak, bo cię jeszcze zauważą, głupia!

Ale noo, przecież to skoczkowie, po raz pierwszy zobaczyła ich na żywo. I to jeszcze poza skocznią. Na obiedzie. Prywatnie.

No dobra, a ten trzeci? Niewysoki, zapewne niewiele wyższy od niej, w podobnym wieku, z ciemnymi włosami i zaróżowionymi policzkami od mrozu.

Kuurna, jeszcze lepszy ten Gregor tutaj niż w telewizorze.

Ogarnij się, ja nie mogę. Zachowujesz się, jakbyś pierwszy raz człowieka zobaczyła.

Dobra, już cicho. Tylko ciągle nie wie, kim jest ten brunet. Kojarzy go skądś, ale na pewno nie z transmisji zawodów. Są to odległe wspomnienia, zamglone. Nie może czegokolwiek z nich odczytać.
Prychnęła i kontynuowała jedzenie. Najbardziej smakowały jej knedle, zapewne z powodu jej pochodzenia. Co jakiś czas tylko zerkała na sportowców, oczywiście jak najbardziej dyskretnie.
Przegryzając kluski i popijając je ciepłą zupą, zerknęła na ekran smartphone'a. Po kilku sekundach po sprawdzeniu godziny, doszedł ją dźwięk odsuwanego krzesła i tupania po drewnianej podłodze.

- Przepraszam, mogę zająć chwilkę?

Szybko przeniosła wzrok. Jeju, to przecież ten facet, którego nie mogła rozpoznać.

Zauważył, jak się na niego gapiłaś jak sroka w gnat. Zresztą, trudno było nie zauważyć.

- Tak, pewnie- zachęciła go do zajęcia miejsca naprzeciwko niej.

Usiadł niepewnie i dało się zauważyć, że był zdenerwowany i niepewny, poprzez uciekanie wzrokiem i wiercenie się na swoim miejscu.

- Bo wiesz...- zaczął- Jak miałem parę lat, to posiadałem taką przyjaciółkę, miała na imię Iga. Ona nie była z Austrii, tak jak ja, ale mieszkała w moim mieście. Biegaliśmy razem po górach, nocowaliśmy u siebie, spędzaliśmy każdą chwilę razem. Pewnego dnia, pamiętam że to było zimą, wyjechała. Tak z dnia na dzień. Nie miałem z nią kontaktu, moi rodzice też nic nie wiedzieli- spojrzał przez moment na kant stołu- I teraz, jak tak na ciebie przez jakiś czas patrzyłem, to bardzo mi ją przypominasz. Masz takie same, ciemne włosy i szare, z przebłyskami niebieskiego oczy. Tylko ona takie miała- uniósł kąciki ust- Więc... jeśli ty to nie ona, a ona to nie ty, to po prostu powiedz. Będę szukał dalej.

Podparła głowę i kręciła nią z niedowierzania, a na jej ustach bezustannie gościł uśmiech, który z sekundy na sekundę stawał się coraz bardziej szeroki.

- To nie ty?- powtórzył zmartwiony- No trudno. A tak poza tym, żeby nie wyszło zbyt niezręcznie, jestem Stefan. A ty?
- Iga.

Otworzył szeroko oczy.

- No bez jaj.

Zaczęła chichotać.

Nic się nie zmienił.

- Naprawdę jesteś Iga? Ta Iga?- zapytał nie dowierzając, na co dziewczyna kiwnęła głową.
- A ty jesteś Stefek. Ten Stefek.

Gwałtownie wstał z krzesła prawie wywracając je na podłogę i podbiegł do brunetki. Poprosił ją, żeby podniosła się z siedzenia, a potem z całej siły ją przytulił. Niedaleko od nich rozległy się oklaski i wycia, zapewne kolegów chłopaka.

Najlepsza chwila w moim życiu? Ta. Bez wątpienia.

(>'-')> <('-'<) ^(' - ')^ <('-'<) (>'-')> <('-'<) ^(' - ')^ <('-'<) ^(' - ')^ <('-'<) <('-'<)

Chęć jest, czas się znajdzie. Będziem pisać.
ciekawe jak wpłynie to na moje wyniki z egzaminów, huhu

wtorek, 20 stycznia 2015

Prolog

Próbowała rozmawiać?
Próbowała.
Chciała udowodnić prawdziwość swoich słów?
Chciała.
Nie uwierzono jej?
Nie uwierzono.
Więc nic tu po niej.
Zabrała z pokoju walizkę, z której nie zdążyła jeszcze nic wypakować i szybko opuściła ten budynek. W oddali zobaczyła nadjeżdżający miejski autobus, więc podbiegła na przystanek, by za moment znaleźć się w stosunkowo ciepłym wnętrzu pojazdu. Zajęła jedno z ostatnich miejsc i wyjęła z torebki słuchawki. Podpięła je do telefonu i starała chociaż trochę się uspokoić. Cholera jasna, co to za kobieta. Jak ona śmie nazywać się czyjąś matką.
Za kilka minut podszedł do niej pan w średnim wieku w celu skontrolowania jej biletu. Bez ogródek pokazała mu go, na co on uśmiechnął się lekko i zniknął za jej plecami.
"Nawet pospolity kanar deklasuje moją rodzicielkę", prychnęła.
Po jakimś czasie jej podróż po polskich drogach dobiegła końca. Wysiadła dość niezgrabnie i skierowała się w stronę lotniska ciągnąc za sobą bagaż.
Najpierw udała się na kontrolę, potem już jakoś poszło. Musiała przyznać, że nawet sprawnie. Wymuszając choć odrobinę pozytywny wyraz na swojej twarzy dotarła w końcu do samolotu. Umościła się na siedzeniu i ostatni raz spojrzała się za okno, właśnie wtedy, kiedy podrywali się w niebo. Miała dość tego miasta, tych ludzi, tego wszystkiego i chciała, żeby te "wakacje" trwały jak najdłużej.
Przykryła się cienkim sweterkiem i postanowiła trochę się zdrzemnąć, bo poprzedniej nocy krótko spała. Poza tym dzisiejszy dzień wykończył ją psychicznie. Włączyła cichutko muzykę i oddała się w ramiona Morfeusza.

_______________________

Kolejna historia, kolejny blog. Mam rozmach, kurdełke.
Jedynka powinna pojawić się na dniach.
Si ju lejter aligejter.